niedziela, 11 września 2016

Bieżąca dokumentacja.

Jakoś wciąż nie mogę się zmusić do przedstawienia wspólnych cech folkloru/mitologii, łączących Pomorze Bałtyckie (zarówno niemiecko- jak i polskojęzyczne) z  wyspami Polinezji. Ale kolejne etapy tworzenia "Feniksa" staram się pokonywać.







niedziela, 4 września 2016

Dokumentacja...

...niezbyt bieżąca, bo sprzed 7 dni, ale czasem po prostu nie ma warunków, by móc zrobić cokolwiek.
>:-P







niedziela, 7 sierpnia 2016

Bieżąca dokumentacja i kilka słów.

Czy przypadkiem (przypadkiem, doprawdy?) trzy gatunki istot mitycznych, które wymieniłem przed tygodniem, to nie jest tak naprawdę tylko jeden gatunek? Ludziom, niestety, wciąż jeszcze zdarza się uważać, że np. wyłącznie starożytni Grecy czcili Hadesa, chociaż to bóstwo było wyznawane przez wiele innych narodów. Tyle, że pod rozmaitymi imionami. >;-)
Dowody? Mam raczej poszlaki... i może uda mi się je tu jeszcze przedstawić.
A "Feniks" wciąż powoli rośnie.


niedziela, 24 lipca 2016

Bieżąca dokumentacja i coś jeszcze.

Na początek małe spojrzenie w przeszłość.
DAWNO: zaczynam odkrywać potencjał, zawarty w makulaturze. W moje ręce wpada książka- autorstwa bodaj Ksawerego Piwockiego- pod tytułem "Postimpresjoniści". Natykam się w niej na reprodukcję obrazu Gauguina "Nevermore". (O "Kruku" Edgara Allana P. nie wiedziałem wtedy nic.) Akurat w radio leci piosenka o dziwnie urokliwej melodii, z refrenem śpiewanym przez chór. Po angielsku. Z tekstu niczego nie rozumiem, ale melodia jakoś kojarzy mi się z falami morza, widzianymi podczas zachodu słońca przez drzwi domu, zbudowanego z łodyg bambusa, a krytego liśćmi. Skojarzenie się utrwala. O tym, że Gauguin namalował wyżej wymieniony obraz na wyspie, zwanej Tahiti, oczywiście przeczytałem.
MNIEJ DAWNO: telewizor wyświetla listę płac jakiegoś filmu dla tzw. dzieci. W tle rozbrzmiewa znajoma melodia, ale śpiewający głos został przepuszczony przez elektronikę, by brzmiał tak, jakby wydawał go- według ludzkich wyobrażeń- drobny gryzoń. Tym razem rozpoznaję i rozumiem początek frazy: "If I Had Words"- "Gdybym miał słowa". Przypadkiem (och, doprawdy?) złożyło się, że był to akurat tytuł tego utworu, przesuwający się powoli w górę ekranu właśnie w chwili gdy przed nim stanąłem. Dowiaduję się, że autorem melodii był Francuz, Kamil Saint-Saens, znany mi z "Karnawału zwierząt" i pewnego nader paskudnego walczyka. No że też muzyka klasyczna zagrała w epoce rozwydrzonego "disco", pomyślałem sobie.
NIEDAWNO: znalazłem ten utwór w oryginalnym wykonaniu koedukacyjnego duetu tudzież chóru w Sieci. Uderzyło mnie to, że wokalistka miała rysy twarzy właściwe sukkubom, jak ludzie zwą córki Bogini (ave, Anima Dei!) i ubrała się do występu, podobnie jak chór, w stylu, który już dawno wywoływał u mnie doznanie, zwane w krajach anglojęzycznych "motylami w żołądku". Tylko, że te moje owady mają w sobie geny ksenomorfów.
CAŁKIEM NIEDAWNO. Leksykon Knapperta sprawia, że "If I Had Words" znów mi się przypomina. Ale co Saint-Saens mógł mieć wspólnego z pozornie szczęśliwymi wyspami na Pacyfiku? No tak, Tahiti- uświadomiłem sobie- to część tzw. Polinezji francuskiej.
I raptem bęc.
Dowiaduję się z Sieci, że własną wersję tego utworu nagrał w latach 90-tych XX wieku hawajski ludowy pieśniarz. A przecież Hawaje to również część pacyficznego wielowyspia...
Oto zaś kolejne z piórek "Feniksa":