niedziela, 23 listopada 2014
niedziela, 16 listopada 2014
Bieżąca dokumentacja.
Mój rejestrator obrazów okazał się nadgorliwy, samowolnie użył lampy błyskowej i stąd ten efekt przeraźliwej jasności...
>:-(
niedziela, 9 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
Ponowne "zamiast".
Następne zdanie w przedmowie do książki Kautsky'ego- po tym, które przytoczyłem w ubiegłym tygodniu- wygląda następująco:
"Tymczasem zwierzęta w tym sensie na pewno istotami moralnymi nie są, gdyż ani nie są zdolne kierować się wyobrażeniami tego typu, ani też w ogóle ich nie posiadają i posiadać nie mogą."
Tydzień temu również rozpocząłem i ukończyłem lekturę dzieła Konrada Lorenza pt. "Regres człowieczeństwa". Ta książka praktycznie obala całkowicie oba cytowane stwierdzenia Fritzhanda, czyniąc to z sympatyczną, niemiecką solidnością. Niestety całkiem sporo akapitów "Regresu..." kończy się następującym zestawem znaków interpunkcyjnych:
[----]
Zabrakło jedynie adnotacji: "Ustawa o kontroli publikacji i widowisk..." etc. Książkę wydano w 1986, kiedy system dopiero co zaczynał się dosyć poważnie sypać. Ale jeśli praca z dziedziny etologii- nauki o zachowaniu zwierząt- została uznana przez odnośne władze za zagrożenie ideologiczne, to:
a) kolos tzw. demokracji ludowej stał na nogach z zaiste bardzo kruchej gliny;
b) najwyraźniej system real-socu stanowił coś sprzecznego z życiem, skoro nie służył przetrwaniu gatunku, który system ten stworzył. Natomiast najwyraźniej próbował zapewnić przetrwanie samemu sobie.
Jednozdaniowy horror: abstrakcyjny, zakaźny nowotwór, który został drapieżnikiem.
"Tymczasem zwierzęta w tym sensie na pewno istotami moralnymi nie są, gdyż ani nie są zdolne kierować się wyobrażeniami tego typu, ani też w ogóle ich nie posiadają i posiadać nie mogą."
Tydzień temu również rozpocząłem i ukończyłem lekturę dzieła Konrada Lorenza pt. "Regres człowieczeństwa". Ta książka praktycznie obala całkowicie oba cytowane stwierdzenia Fritzhanda, czyniąc to z sympatyczną, niemiecką solidnością. Niestety całkiem sporo akapitów "Regresu..." kończy się następującym zestawem znaków interpunkcyjnych:
[----]
Zabrakło jedynie adnotacji: "Ustawa o kontroli publikacji i widowisk..." etc. Książkę wydano w 1986, kiedy system dopiero co zaczynał się dosyć poważnie sypać. Ale jeśli praca z dziedziny etologii- nauki o zachowaniu zwierząt- została uznana przez odnośne władze za zagrożenie ideologiczne, to:
a) kolos tzw. demokracji ludowej stał na nogach z zaiste bardzo kruchej gliny;
b) najwyraźniej system real-socu stanowił coś sprzecznego z życiem, skoro nie służył przetrwaniu gatunku, który system ten stworzył. Natomiast najwyraźniej próbował zapewnić przetrwanie samemu sobie.
Jednozdaniowy horror: abstrakcyjny, zakaźny nowotwór, który został drapieżnikiem.
niedziela, 26 października 2014
Zamiast bieżącej dokumentacji.
Nie tak dawno złowiłem chude raczej dzieło poronionej i skompromitowanej myśli. Autorem był ktoś o nazwisku Karol Kautsky. Tytuł: "Etyka w świetle materialistycznego pojmowania historii" wystarczył, bym doznał jednocześnie przypływu nieprzepartej niechęci do przeczytania tej książki i gwałtownego pragnienia, by zbić tezy, w niej zawarte.
Ale dotarłem tylko do 9-tej strony wstępu, który napisał niejaki Marek Fritzhand. Nazwisko nie pozwala domyśleć się narodowości, chociaż to i owo zdaje się sugerować. ("Kimże jestem, iżbym miał krytykować owoce, co rosną dziko na drzewie żywota?", jak spytał w "Człowieku, który był czwartkiem" Gilbert K. Chesterton.) Mniejsza o to. Na tejże stronie wstępu znalazłem zdanie następujące:
"Gdy mówimy o człowieku jako o >>stworzeniu moralnym<<, mamy to przynajmniej na myśli, że człowiek jest istotą zdolną do świadomego kierowania się w swym postępowaniu wyobrażeniami o tym, co dobre lub złe, zgodne lub niezgodne z obowiązkiem."
Nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy warczeć.
1. Co to znaczy "moralny"? Co to w ogóle jest "moralność"? W moim słowniku wyrazów obcych nie znalazłem definicji. Łacińskie "mos" to po polsku "obyczaj". Wnoszę więc, że "moralność" to ogół obyczajów, uważanych za obowiązujące w danej zbiorowości ludzkiej. Czyli pojęcie bardzo mętne i niejednoznaczne, bo różne są zbiorowości tudzież obowiązujące w nich obyczaje. Ciekawe czy Fritzhand jadał wieprzowinę...
2. Definicji pojęcia "świadomości" też tam brak.
3. "Wyobrażenie". Ładne słowo. Ale wyrazy bliskoznaczne doń to "marzenie", "mrzonka", "urojenie", "przywidzenie", "halucynacja". Czyli twór umysłu, bezsprzecznie istniejący, ale tylko dla właściciela tegoż umysłu. Alkoholik w stanie majaczenia drżennego (po łacinie "delirium tremens") też kieruje się postrzeganymi przez siebie wyobrażeniami, a że jest świadomy ich istnienia, bo dla niego są bytami jak najbardziej dostępnymi doświadczeniu, to wiadomo już od naprawdę bardzo dawna. Mając na względzie przetrwanie własnego organizmu obawiałbym się przebywać w towarzystwie kogoś, kogo postępowaniem kierują tylko wyobrażenia...
4. Człowiek to istota zdumiewająco zdolna do popełniania uroczego błędu w myśleniu, zwanego przez fachowców "hipostazą". Jak już wspomniałem w innym miejscu tego pamiętnika, do hipostaz należą również pojęcia "dobra" i "zła". Albo coś sprzyja przetrwaniu, albo mu przeszkadza! Koniec! Ale ludzie oczywiście musieli zrobić z tego fikcyjne byty... i, co szczególnie żałosne, potrafią w nie wierzyć. A to już czyni z tych fałszywych pojęć mity, które częstokroć okazują się wyjątkowo szkodliwe...
Podsumowanie: niejasności i urojenia jako podstawa systemu, za przeproszeniem, etycznego?
Ładny mi "materializm"!>:-P
Ale dotarłem tylko do 9-tej strony wstępu, który napisał niejaki Marek Fritzhand. Nazwisko nie pozwala domyśleć się narodowości, chociaż to i owo zdaje się sugerować. ("Kimże jestem, iżbym miał krytykować owoce, co rosną dziko na drzewie żywota?", jak spytał w "Człowieku, który był czwartkiem" Gilbert K. Chesterton.) Mniejsza o to. Na tejże stronie wstępu znalazłem zdanie następujące:
"Gdy mówimy o człowieku jako o >>stworzeniu moralnym<<, mamy to przynajmniej na myśli, że człowiek jest istotą zdolną do świadomego kierowania się w swym postępowaniu wyobrażeniami o tym, co dobre lub złe, zgodne lub niezgodne z obowiązkiem."
Nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy warczeć.
1. Co to znaczy "moralny"? Co to w ogóle jest "moralność"? W moim słowniku wyrazów obcych nie znalazłem definicji. Łacińskie "mos" to po polsku "obyczaj". Wnoszę więc, że "moralność" to ogół obyczajów, uważanych za obowiązujące w danej zbiorowości ludzkiej. Czyli pojęcie bardzo mętne i niejednoznaczne, bo różne są zbiorowości tudzież obowiązujące w nich obyczaje. Ciekawe czy Fritzhand jadał wieprzowinę...
2. Definicji pojęcia "świadomości" też tam brak.
3. "Wyobrażenie". Ładne słowo. Ale wyrazy bliskoznaczne doń to "marzenie", "mrzonka", "urojenie", "przywidzenie", "halucynacja". Czyli twór umysłu, bezsprzecznie istniejący, ale tylko dla właściciela tegoż umysłu. Alkoholik w stanie majaczenia drżennego (po łacinie "delirium tremens") też kieruje się postrzeganymi przez siebie wyobrażeniami, a że jest świadomy ich istnienia, bo dla niego są bytami jak najbardziej dostępnymi doświadczeniu, to wiadomo już od naprawdę bardzo dawna. Mając na względzie przetrwanie własnego organizmu obawiałbym się przebywać w towarzystwie kogoś, kogo postępowaniem kierują tylko wyobrażenia...
4. Człowiek to istota zdumiewająco zdolna do popełniania uroczego błędu w myśleniu, zwanego przez fachowców "hipostazą". Jak już wspomniałem w innym miejscu tego pamiętnika, do hipostaz należą również pojęcia "dobra" i "zła". Albo coś sprzyja przetrwaniu, albo mu przeszkadza! Koniec! Ale ludzie oczywiście musieli zrobić z tego fikcyjne byty... i, co szczególnie żałosne, potrafią w nie wierzyć. A to już czyni z tych fałszywych pojęć mity, które częstokroć okazują się wyjątkowo szkodliwe...
Podsumowanie: niejasności i urojenia jako podstawa systemu, za przeproszeniem, etycznego?
Ładny mi "materializm"!>:-P
niedziela, 19 października 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)