niedziela, 7 grudnia 2014

Bieżąca dokumentacja.








Niedużo tego, ale pewien postęp jest. Uformowały mi się nawet ze 2 tytuły, chwilowo robocze, dla powstającego tworu, przemyślawszy je jednak, odkryłem, że są powiązane z literaturą, a przez to- dla mnie- tracą na oryginalności.
Pierwszy: "Zimowy zmierzch w lesie". Trochę pretensjonalny, a około roku temu wspomniałem o wyśnionym spotkaniu z Tove Jansson i "Zimie Muminków". Inspiracja w mym pojęciu, niestety, oczywista.
Drugi: napuszone, łacińskie "Opus silvestris". Czyli- nie wiem czy nie błędnie- "Leśne dzieło". Automatycznie przypomina się "Dziejba leśna" Bolesława Leśmiana, z którego przecież uczyniłem w nienapisanym cykliku opowiadań z gatunku "fantasy" bóstwo opiekuńcze istot, jakie ludzie zapewne nazwaliby "elfami". Oni sami mówią o sobie "mieszkańcy lasu", a w myślach zwą się "Pozorzanami". Neologizm stworzony przez poetę, w Puszczy Policzalnych Drzew nazywanego Sprzymierzeńcem Przetrwania, Tym-Który-Nadaje-Imiona-Leśnym-Bytom, albo po prostu- w pozorzańskim- Naim'shel. Podczas zgromadzeń można poznać obecność tego bóstwa po tym, że przygotowany dlań fotel jest pusty...
A przecie Pozorzaninem właśnie jest (tytularny) książę Zirgan Leddrang ye Vyniss, zmuszany często do popełniania paskudnych uczynków w imię wyższych celów... ja zaś  imieniem tego (anty)bohatera podpisałem niniejszy dziennik...
Wątpię, bym napisał ten cykl. Ale uczciwość wymagała, bym przyznał się do braku oryginalności, choć być może zauważyłem ją tylko ja.
>;-)

niedziela, 16 listopada 2014

Bieżąca dokumentacja.




Mój rejestrator obrazów okazał się nadgorliwy, samowolnie użył lampy błyskowej i stąd ten efekt przeraźliwej jasności...
>:-(

niedziela, 2 listopada 2014

Ponowne "zamiast".

Następne zdanie w przedmowie do książki Kautsky'ego- po tym, które przytoczyłem w ubiegłym tygodniu- wygląda następująco:
"Tymczasem zwierzęta w tym sensie na pewno istotami moralnymi nie są, gdyż ani nie są zdolne kierować się wyobrażeniami tego typu, ani też w ogóle ich nie posiadają i posiadać nie mogą."
Tydzień temu również rozpocząłem i ukończyłem lekturę dzieła Konrada Lorenza pt. "Regres człowieczeństwa". Ta książka praktycznie obala całkowicie oba cytowane stwierdzenia Fritzhanda, czyniąc to z sympatyczną, niemiecką solidnością. Niestety całkiem sporo akapitów "Regresu..." kończy się następującym zestawem znaków interpunkcyjnych:
[----]
Zabrakło jedynie adnotacji: "Ustawa o kontroli publikacji i widowisk..." etc. Książkę wydano w 1986, kiedy system dopiero co zaczynał się dosyć poważnie sypać. Ale jeśli praca z dziedziny etologii- nauki o zachowaniu zwierząt- została uznana przez odnośne władze za zagrożenie ideologiczne, to:
a) kolos tzw. demokracji ludowej stał na nogach z zaiste bardzo kruchej gliny;
b) najwyraźniej system real-socu stanowił coś sprzecznego z życiem, skoro nie służył przetrwaniu gatunku, który system ten stworzył. Natomiast najwyraźniej próbował zapewnić przetrwanie samemu sobie.
Jednozdaniowy horror: abstrakcyjny, zakaźny nowotwór, który został drapieżnikiem.