niedziela, 10 czerwca 2012

Bieżąca dokumentacja.

Najwyraźniej odgórnie uznano, że każdy obywatel Polski MUSI interesować się tylko jednym zjawiskiem... kulturopodobnym. Nie lubię, gdy próbuje się mną manipulować, szczególnie, jeśli czyni się to w sposób ordynarny. Gdy do moich zmysłów dociera "musisz mieć!...", "musisz przeczytać!...", "musisz obejrzeć!..." i tak dalej, to włącza mi się procedura obronna, jaką niezbyt elegancko zwę programowym olewaniem.
A skądinąd nieciekawie to wszystko wygląda z... psychiatrycznego punktu widzenia. "Papieżomania", "małyszomania", "kubicomania", "potteromania" i ten najnowszy wymysł: "piłkoszał" bodajże. Oczywiście chciałoby się pogratulować twórcom tych koszmarków wyjątkowego wyczucia elegancji językowej, ale nie to jest dla mnie niepokojące.
Zarówno mania jak i szał są czymś, co, jak mi się zdaje, podpada pod kategorie choroby psychicznej.
I to wymagającej leczenia w zakładzie zamkniętym.
Nie twierdzę, że jestem "normalny". Wprost  przeciwnie, bo przecież coś takiego, jak "norma" w dziedzinie psychiki nie istnieje. Jedynie zachowania- jeśli zaczynają one być rażące dla otoczenia, osobnika, który je produkuje, poddaje się izolacji bądź terapii.
Ale wobec takiego gniotu "mediów" pozostaje mi tylko emigracja wewnętrzna (jak to się ładnie mówiło w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku) i wolterowskie uprawianie własnego ogródka.
Nawet jeśli składa się on z surowców bardzo wtórnych.
Na poniższych zdjęciach umieściłem, dla zobrazowania rozmiarów obiektu, jaki obecnie opracowuję, baterię R 20. Zaznaczam, że jest to dokumentacja bieżąca i fotografia ukazuje purchawkę w stanie bardzo surowym. Brak jej jeszcze nawet tytułu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz