czwartek, 14 czerwca 2012

Podsumowanie akcji.

Dzisiejszym wypadem zakończyłem swoją Niedużą Ofensywę Wiosenną. Konkluzja? Nie wiem, jak w innych dzielnicach innych miast, ale tu, gdzie obecnie przebywam, stan bibliotek publicznych można określić jednym słowem: tragedia. Pokurczone godziny otwarcia, księgozbiory niekiedy bardzo ograniczone, w jednej z tych placówek, gnieżdżącej się w suterenie gmachu urzędu dzielnicowego (nota bene niegdyś był  to cyrkuł, darowany przez carską jeszcze Rosję) znalazłem książki piętrzące się stertami na podłodze, jako że na półkach w tej piwniczce brakło już dla nich miejsca.
Ale po co komu czytelnictwo, skoro istnieje telewizja, telefonia komórkowa i- nade wszystko- piłka nożna?
Miejsc, w których mógłbym coś złowić, łącznie trzy. To i tak dużo.
Wygląda na to, że o ile do 1989 roku odmóżdżano na szaro, to teraz robi się to na kolorowo.
I chyba skuteczniej, niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz